Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy się nie mylą nigdy.

Sokrates


przy parafii św. Andrzeja Boboli w Gdynii Obłużu

W krzyżu zbawienie

Nigdy o NIM nie zapominaj, bo jesteś kwiatem w ogrodzie Boga

Czas JEZUSA

Patrząc na świat - znajduj w nim BOGA

Dla Ciebie Jezu, z Tobą Maryjo, w jedności ze Świętym Józefem !

trwanie przy Jezusie

relacja z Jezusem !

Przez Jego Krew !

Szukaj Boga koło Ciebie !

rośnij...

Jezus

modlitwa

uwielbienie

24 h dla PANA

wznieś się wyżej !

Odżyj z Jezusem!

Powstań z grobu i żyj !

pamiętaj o ciszy

kochaj !

Ojciec

Łaska

Wydarzenia

28 kwietnia 2012r.

Kolejna wyprawa rowerowa...

 

Za nami już kolejna wspólnotowa wyprawa rowerowa. Nie moglibyśmy nie skorzystać z pięknej, słonecznej i ciepłej pogody, którą przyniósł żegnający się już z nami kwiecień. Tym razem naszym celem było poznanie terenów sąsiadującej z Gdynią, malowniczej i posiadającej wiele urokliwych zakątków, choć stopniowo poddającej się procesom urbanizacyjnym, gminy Kosakowo. Przewodnikiem na trasie był pan Roman, tata Marysi – nauczyciel biologii i zapalony rowerzysta.

Nasza grupa liczyła tym razem aż 10 osób – z czego najmłodszy uczestnik (siostrzeniec Marysi) kończył w dniu wyprawy 10… miesięcy! J Mały Maciuś w foteliku przymocowanym z tyłu roweru swojego taty, zaopatrzony w obowiązkowy kask dzielnie nam towarzyszył, chociaż zdarzało mu się… przysypiać na szlaku. Gdyby umiał mówić, pewnie zgodziłby się z ks. Wojciechem, że pokonywana przez nas trasa nie była specjalnie ekstremalna. Jednak nam, dziewczynom, zdecydowanie wystarczyło tego dnia wrażeń.

Zaczęło się bardzo spokojnie. Szlak wiódł najpierw znaną nam już drogą przez pola do Kosakowa, następnie krótką asfaltową ścieżką rowerową i ulicą do Pierwoszyna, a dalej do Mostów (za każdym razem kiedy trasa wiodła pod górkę z zazdrością patrzyliśmy na komfortowe warunki jazdy Maciusia…). Przed samą Rewą skręciliśmy w ubitą, ziemną drogę, która miała nas poprowadzić w rejony, gdzie przyroda, chociaż w dużej mierze ujarzmiona i przekształcona przez człowieka, nie oddała całkiem swego panowania. Na samym początku tej drogi spotkaliśmy kilku rowerzystów z Gdańska, którzy na ten dzień wyznaczyli sobie bardziej ambitny od naszego plan - dotarcia aż do Helu. Pewien odcinek nam towarzyszyli, a potem świetny w topografii tych terenów pan Roman wskazał im drogę prowadzącą do Mrzezina i dalej na Półwysep.

My z kolei, kontynuując naszą wyprawę, przemierzaliśmy szerokie trasy wśród pól i łąk, ale także bardziej dzikie i wyboiste odcinki, wzdłuż których rozciągały się bagna. W pewnym momencie pan Roman zwrócił nam uwagę na kapliczkę poświęconą Matce Bożej, którą na jednym z przydrożnych drzew umieścili swojej Patronce przemierzający ten szlak rowerzyści.
Podczas pierwszego dłuższego postoju cała wycieczka posiliła się zabranym do plecaków prowiantem, m.in. paluszkami i mandarynkami. Przebojem okazały się jednak wyśmienite kabanosy, które niestety zbyt szybko się skończyły. A może i na szczęście, bo czekało nas jeszcze trochę drogi do Kazimierza.

Ta niewielka wieś przy granicy z Rumią mająca 350 mieszkańców wydała się nam fantastycznym miejscem do zamieszkania, choć raczej poza okresem zimowym. Ładne, zadbane domki, spokój, śpiew ptaków, pianie kogutów i… prawdziwie wiejski zapach J

W wielobranżowym sklepie uzupełniliśmy zapasy wody i kupiliśmy lody, które ze smakiem zjedliśmy na świeżym powietrzu. Tymczasem pilnowany przez dziadka Maciuś nie próżnował, badając konsystencję ziemi w donicach stojących na podwórzu sklepu. Zajął się tym ku przerażeniu swojej mamy, która musiała potem wycierać jego czarne rączki, z niezrozumiałych powodów zupełnie nie podzielając poznawczego zapału synka. A przecież bycie wnuczkiem przyrodnika do czegoś zobowiązuje.

Pokrzepieni lodami ruszyliśmy dalej, muskani przyjemnym chłodnym wiatrem, którego trudno byłoby nie docenić w ten słoneczny dzień, i podziwiając wiosenną przyrodę. Po drodze dostrzegliśmy chodzącego po polu bociana, który szukał czegoś na obiad.

Mijając budynki oczyszczalni ścieków w Dębogórzu dotarliśmy do lasu. Tutaj rozstaliśmy się z Maciusiem i jego rodzicami, a sami prowadzeni nadal przez pana Romana, zatrzymaliśmy się w zacisznym miejscu, by odmówić różaniec. Cisza i delikatnie przebijające przez korony drzew promienie słońca zachęcały do pozostania tam dłużej. Chociaż początkowo liczne mieszkanki tego lasu – mrówki – działały na nas, dziewczyny, zniechęcająco (delikatnie rzecz ujmując…), to ostatecznie także wygodnie ułożyłyśmy się na ściółce, by zażyć odpoczynku. Odbyła się również mała lekcja przyrody. Pan Roman podzielił się z nami m.in. wiedzą na temat południowoamerykańskich mrówek, które pożerają wszystko, co znajdzie się na ich drodze. W porównaniu z nimi nasze mrówki to super przyjazne zwierzątka, w dodatku bardzo pożywne i orzeźwiające w smaku… podobno, bo sami nie odważyliśmy się sprawdzić ;-)

Końcowy etap wyprawy miał miejsce w Suchym Dworze i Pogórzu, z którego wjechaliśmy  z powrotem do Gdyni. Rozstawaliśmy się szczęśliwi i wdzięczni Bogu za wspólnie spędzony czas, oczywiście nie mogąc się już doczekać kolejnej wspólnej wyprawy J

marysia

Diakonia Modlitewna

Diakonia Muzyczna

Diakonia Tańca

Multimedia

© 2012 Wspólnota Uwielbienia
Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies.
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies .| Zrozumiałem i akceptuję.