Niebo samo nie spadnie. Trzeba je osiągnąć.

Adam Mickiewicz


przy parafii św. Andrzeja Boboli w Gdynii Obłużu

Czas JEZUSA

Dla Ciebie Jezu, z Tobą Maryjo, w jedności ze Świętym Józefem !

Przez Jego Krew !

rośnij...

Jezus

modlitwa

uwielbienie

24 h dla PANA

wznieś się wyżej !

Odżyj z Jezusem!

Powstań z grobu i żyj !

pamiętaj o ciszy

kochaj !

Ojciec

Łaska

w każdej chwili trwaj przy Jezusie!

czy twój dom jest domem modlitwy ?

Jezus Ciebie ocali

módl się !

Wydarzenia

17 marca 2012r.

I wspolnotowa wyprawa rowerowa

 

Wycieczka rowerowa 

 

Wspólnota jak sama nazwa wskazuje ma to do siebie, że się dużo rzeczy robi wspólnie np. wspólnie się modli, ale też wspólnie się spędza wolny czas ( oczywiście dla tych co mają ten wolny czas ;) )

 

Nasze wspólne spędzanie czasu jest bardzo spontaniczne, więc ktoś kto ma wszystko poukładane w życiu jak w zegarku pewnie by szybko zrezygnował ze spędzania z nami czasu. Ale spontaniczność ma wiele plusów: po pierwsze daje dużo radości, a po drugie przynosi ze sobą dużo niespodzianek.

 

Na przykład weźmy naszą ostatnią wyprawę rowerową. Wiedzieliśmy tylko tyle że chcemy wspólnie spędzić czas na rowerach. Każdy miał w głowie jakiś plan dokąd mielibyśmy pojechać np. ks. Wojtek koniecznie do Sopotu a jak już do Sopotu to czemu nie do Gdańska, z kolei Kamil gustował w mniej uczęszczanych trasach więc zaproponował wyjazd do Mechelinek… jeszcze inni proponowali inne miejsca- jednym słowem co osoba to inna propozycja, więc nic dziwnego, że w końcu nie ustaliliśmy nic i zdaliśmy się jak zwykle na naszą spontaniczność i Boże niespodzianki.

 

Ranek zapowiadał się niezbyt ciekawie: chłodny wiatr, mgła, byłam przekonana że będzie padać, ale inni mnie zapewniali że zaraz się rozpogodzi i rzeczywiście jak tylko wsiedliśmy na rowery to zaraz słońce zaczęło wychodzić zza chmur.

 

Ale to nie pogoda była największym problemem tylko NIENAPOMPOWANE KOŁA po dłuuuugiej zimie i brak odpowiedniej pompki do roweru, bo jak zawsze z pompką nie było problemu tak teraz się okazało, że moja pompka gdzieś zniknęła (oczywiście jak na złość zaraz po wyprawie się odnalazła), inni też mieli podobny problem. Jedynym ratunkiem okazał się Kamil który obiecał że przyniesie dobrą pompkę. Tak więc wszyscy razem ze swoimi sflaczałymi rowerami spotkaliśmy się pod moim domem i tam też się zaczęło wielkie pompowanie rowerów, których jak się okazało nie dało się dobrze napompować tą pompką… ale nikt z nas nie tracił pogody ducha… słońce coraz bardziej wyglądało zza chmur… więc każdy wsiadł na swój pojazd i po ostatnim pouczeniu Kamila, aby uważać na krawężniki bo mogą nam się zniekształcić opony, bo są źle napompowane ruszyliśmy po księdza na plebanie.  

 

Na sam widok księdza każdy się przestraszył swojej kiepskiej kondycji, bo ksiądz wyglądał jak profesjonalny rowerzysta, a my biedni ledwo przejechaliśmy mały kawałek już czuliśmy się zmęczeni :P

 

Teraz powstał problem gdzie jechać, który momentalnie się rozwiązał, bo okazało się że Agatki rodzice zaprosili nas na działkę na Babie doły na ognisko i kiełbaski – no cóż może to nie był najlepszy sposób na ćwiczenie kondycji po zimie, ale propozycja wydała nam się tak kusząca, że nikt się tym za bardzo nie przejął.

 

I wszystko było by piękne gdyby nie te nasze sflaczałe opony na których na dłużą metę nie dało się jeździć, ale tu znowu przybył na ratunek nasz ekspert rowerowy – Kamil, który poprowadził całą wycieczkę na stację benzynową i tam napompował nam rowery specjalną pompką ciśnieniową i dzięki temu byliśmy już wyposażeni we wszystko, co nam było potrzebne … oprócz oczywiście kondycji :P

 

Niestety ta kondycja już po samym wyruszeniu dała nam się dość znacznie odczuć, bo na sam początek musieliśmy podjechać pod dość znaczną górę… co nie było wcale łatwe, ale za to potem jak się przyjemnie jechało mając świadomość, że mimo tak beznadziejnej kondycji udało nam się ją pokonać J

 

Dalej jechało się już przyjemnie i spokojnie. Przejechaliśmy drogę rowerową, zboczyliśmy na pola i tak dojechaliśmy do lasu na samą skarpę. W dole było morze które prześlicznie szumiało, a w górze było przepiękne niebo. Zachwyceni tym pięknym widokiem oddaliśmy się modlitwie.

 

Oczywiście ksiądz skoro był ubrany jak profesjonalny rowerzysta, to musiał nam pokazać na co go stać i trochę nas poprzeciągał po wybojach leśnych, a kiedy się już trochę zmęczyliśmy i zgłodnieliśmy nadszedł czas na ognisko z kiełbaskami J

 

Rodzice Agatki ugościli nas po królewsku: kiełbaski, świeży chleb, keczup, gorące kubki, herbata, największą radochę chyba sprawiły dżemy własnej roboty, które aż wstyd przyznać migiem zostały zjedzone… ale z tego wszystkiego najważniejsza była radosna atmosfera która ani na chwilę nas nie opuszczała.

 

Niestety jak już zjedliśmy te kiełbaski to trzeba było spalić trochę kalorii, które zamiast ubyć - przybyły nam i to w niemałej ilości :P, więc nie było zlituj się i ruszyliśmy w dalszą podróż: przez pola, przez działki i znów przez pola aż do Kosakowa. Tam znów zrobiliśmy mały postój dla naszego ducha, aby uwielbić Boga modlitwą i dla naszego ciała bo znaleźliśmy mini siłownię obok drogi rowerowej, która dostarczyła nam dużo radości.

 

Wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak też nasza wyprawa powoli zbliżała się do końca. W drodze powrotnej zboczyliśmy trochę z trasy aby spokojnie na poboczu podziękować Bogu za wspaniałą przygodę… gdzieś blisko nas przebiegła sarenka… J

 

Mam nadzieję, że choć trochę Was przekonałam do spontanicznych wycieczek ;)

 

 

 

Marysia

Diakonia Modlitewna

Diakonia Muzyczna

Diakonia Tańca

Multimedia

© 2012 Wspólnota Uwielbienia
Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies.
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies .| Zrozumiałem i akceptuję.